Facebook Iconfacebook like buttonTwitter Icontwitter follow buttonRSS
pussy

Porno-głębia teledysków.

0 komentarzy / Gregor Samsa

30 maja 2017

90 pro­cent mło­dych ludzi poszu­kuje w Inter­ne­cie „bie­żą­cych wia­do­mo­ści na temat idoli muzycz­nych, nowych prze­bo­jów, nagrań, fil­mów, życia gwiazd show-biznesu”. [ref]Jacek Kurzępa, Zagro­żona nie­win­ność. Zakłó­ce­nia roz­woju sek­su­al­no­ści współ­cze­snej mło­dzieży, Kra­ków 2007, s. 208.[/ref] Z odna­le­zio­nych video-artefaktów bije moc oświe­ca­jąca drogę postę­po­wa­nia z wciąż odkry­wa­nym świa­tem. Przez drogę tę prze­mie­rza się weso­łym, frykcyjnie-tanecznym kro­kiem, roz­gar­nia­jąc rękoma więk­szość napo­tka­nych przeszkód.

Porno i wra­że­nie namysłu.

Obrazy zapo­ży­czone z tele­dy­sków — szyb­kich instruk­cji wzo­rów zacho­wań, któ­rych sto­so­wa­niem można pod­nieść rangę w obrę­bie danej grupy– są ska­zane na „cie­pły” odbiór, gdyż od 80 do 90% infor­ma­cji o świe­cie pobie­ramy za pomocą (głod­nego) wzroku. Co wię­cej, patrząc w rytm hip­no­ty­zu­ją­cych — mniej lub bar­dziej atrak­cyj­nych — kom­po­zy­cji, akce­le­ra­cja odbioru wzra­sta. Bom­bar­do­wa­nie zmy­słów na dwóch naj­waż­niej­szych fron­tach, dla więk­szo­ści odbior­ców, sta­nowi blitz­krieg nie do obrony (Inna kwe­stią jest, to czy samo­obrona jest w ogóle brana pod uwagę i czy w takim razie należy ją rozważać?).

Na te, śred­nio, cztery minuty trwa­nia tele­dy­sku wytwo­rzony zostaje okrą­gły, nie­wi­doczny gołym okiem hełm. Hełm na kształt ele­mentu pierw­szych ska­fan­drów dla nur­ków, nie prze­pusz­cza­jący innych wra­żeń i ściśle kry­tycz­nej reflek­sji; acz­kol­wiek nie­szczelny i pozwa­la­jący na cyr­ku­la­cję tylko mie­szanki powie­trza oraz obra­zów i dźwię­ków zapo­ży­czo­nych z muzycz­nych mate­ria­łów audio-video. Należy przy tym zazna­czyć, że wytwa­rza­nie hełmu jest iście ludzką zdol­no­ścią prze­zna­czoną nie tylko dla sytu­acji zwią­za­nych z odbio­rem mate­ria­łów audio­wi­zu­al­nych (Czę­sto nie jeste­śmy w sta­nie dosto­so­wać sro­giego spoj­rze­nia do atrak­cyj­nych danych z rze­czy­wi­sto­ści). Nie jest to zatem sprytny wybieg twór­ców tele­dy­sków, acz­kol­wiek tech­niki wyko­rzy­sty­wa­nia tej sła­bo­ści mają naj­pew­niej opra­co­wane dość dokładnie.

Za jeden z mniej obra­zo­bur­czych kli­pów można uznać „Justify my Love”, w wyko­na­niu roz­po­rzą­dza­ją­cej nie­gdyś nor­mami życio­wego fre­estylu Madonny. Czarno białe „dziełko” z lat dzie­więć­dzie­sią­tych pląsa w tema­tyce ero­tycz­nych fety­szy. Jest to chyba jeden z bar­dziej arty­stycz­nych wybie­gów, jed­no­cze­śnie z wyraź­nym pocią­gnię­ciem za struny pop-intelektualizmu. Fina­łowa klatka uka­zuje sen­ten­cję, która auto­ma­tycz­nie zwięk­sza war­tość erotyczno-cyrkowych  – „Biedny ten, kogo przy­jem­no­ści zależą od przy­zwo­le­nia innych”. Czyż nie brzmi dono­śnie? Waga dobrze dobra­nych słów może prze­lać szalę postrze­ga­nia zja­wi­ska i zin­ter­na­li­zo­wać je do puli sche­ma­tów codzien­nego namysłu.

Czas życia zostaje odre­al­niony, bo jakże może być praw­dziwy skoro jedyną znaną sytu­acją jest hip­no­tyczny stan eks­tazy. Stan dodat­kowo zapę­tlony zamkniętą struk­turą klipu. Z walizką przy­by­wam i tak samo wyby­wam, aby poja­wić się w podob­nym lub tym samym miej­scu, w podob­nym lub tym samym celu. Czasu nie ma gdyż trudno z niego wyiskać jaką­kol­wiek zmianę. Danse Ero­tica będzie się odtwa­rzać aż do wyczer­pa­nia zapa­sów ener­gii tań­czą­cych rekwi­zy­tów. Tylko śmierć jest w sta­nie zaprze­pa­ścić ten roz­luź­nia­jący efekt. A może śmierć jest już mocno prze­zwy­cię­żona — przez stan umy­słu uwię­ziony w sytu­acjach ściśle zwią­za­nych z bły­ska­wicz­nym powta­rza­niem, tego co naj­bar­dziej przy­jemne. Line­arne ist­nie­nie o cha­rak­te­rze powol­nego doga­sa­nia zatrzy­muje się w momen­cie naj­ko­rzyst­niej “wypo­zy­cjo­no­wa­nym” na te wła­śnie przeżycia.



Prze­szłość, teraź­niej­szość i przy­szłość rów­nie mocno spie­czone są w ocię­ża­łej atmos­fe­rze klipu grupy Pla­cebo. W zasa­dzie spor­ni­fi­ko­wany czas przy­gwoż­dżony jest do sytu­acji, z któ­rej nie ma wyj­ścia nawet poprzez finalny akt ero­tycz­nego speł­nie­nia. Opo­wie­dziana histo­ria nie ma kon­kret­nego końca. Nastę­puje jedy­nie wieczna rota­cja akto­rów na sce­nie — w tym wypadku upra­wia­ją­cych swo­iste “syzy­fowe prace”? Banalny wers pio­senki “Pro­tect me from what I want” ma być zatem pro­stą kokie­te­rią, czy może jest przy­wo­ła­niem chęci wyrwa­nia się z orbity obłęd­nego, męczą­cego, acz atrak­cyj­nego świata?

Trudno silić się na prze­ła­ma­nie ste­reo­typu grupy muzycz­nej pra­gną­cej wyrwać się z tego, co zazwy­czaj jest jed­nym z pod­świa­do­mych celów jej ist­nie­nia. Jed­nakże z dru­giej strony nikt nie zabra­nia umie­jęt­nego sto­so­wa­nia inte­lektu, w celach wzbo­ga­ce­nia grupy odbior­ców o nową pulę kry­tycz­nych uwag w sto­sunku do rze­czy­wi­sto­ści, czy­nio­nych za sprawą wize­runku i tek­stów pio­se­nek ich ulu­bio­nego, “pro­fe­tycz­nego” zespołu.

W tak sub­telny spo­sób naj­ła­twiej wznieść monu­ment wska­zu­jący wła­ściwą drogę postę­po­wa­nia. Kolejny spo­sób jest dosłowny i tym samym  jesz­cze bar­dziej prze­ma­wia­jący do emo­cji odbiorców.

Kla­syka gatunku — porno-zabawa

Praw­dziwe wióry por­no­biz­nesu są pro­ste, ubrane w czy­stą roz­rywkę i pachną nie­ko­niecz­nie czy­stymi pie­niędzmi. Dla­czego zatem twórcy tele­dy­sków mie­liby się­gać głę­biej i trak­to­wać czło­wie­cze skłon­no­ści do eks­cesu w kate­go­riach tzw. przy­czynku do namy­słu nad ludzką naturą? Ludzka natura jest pro­sta, a glo­balne roz­luź­nie­nie oby­cza­jów, m.in za sprawą nie­moż­li­wego do abso­lut­nej kon­troli inter­netu, umoż­li­wia łatwe i suk­ce­sywne zawłasz­cza­nie pola wyobraźni, narzu­ca­nie łatwych sko­ja­rzeń, uka­zy­wa­nie nie­zbęd­nych do zdo­by­cia atry­bu­tów, które będą klu­czem do osią­gnię­cia upra­gnio­nego celu. Kilka kolej­nych “video-instrukcji” poniżej.

Uni­wer­sa­lizm tema­tyki kolej­nych kli­pów zde­cy­do­wa­nie łączy, czę­sto zwa­śnione, sub­kul­tury odpo­wia­da­jące kon­kret­nym sty­lom muzycz­nym. Róż­nice wystę­pują tylko w podej­ściu do tła; jedne są bar­dziej fry­wolne, inne stadne i zde­cy­do­wa­nie natu­ralne, kolejne okra­szone szczyptą wymio­cin. Wszystko przy akom­pa­nia­men­cie uśmiech­nię­tych twa­rzy aktorek-rekwizytów, wpra­wia­nych w ruch zgod­nie z regu­lar­no­ścią wystę­po­wa­nia chuci, “przy­ję­cia” lub za garść dola­rów (albo kilka dola­rów więcej).

Satyra na leniwy zwis

Ban za pro­pa­go­wa­nie prak­tyk sado-masochistycznych (poprzez wize­ru­nek na okładce płyty “Liebe ist für alle da”) przy­tra­fił się gru­pie Ram­m­stein.  Stało się to dobrych kilka lat temu, a blo­kadę na publiczne odtwa­rza­nie utwo­rów w końcu zdjęto. Naj­bar­dziej por­no­gra­fi­zu­jący klip nagrany przez main­stre­amowy zespół dostępny jest nawet na YouTube — wyroczni aktu­al­nych kano­nów przy­zwo­ito­ści (klip jest oczy­wi­ście zde­cy­do­wa­nie niewyraźny).

Mate­riał prze­sy­cony sce­nami pro­sto z fil­mów por­no­gra­ficz­nych, według ofi­cjal­nych zapew­nień grupy miał być satyrą wyce­lo­waną w sek­stu­ry­stykę upra­wianą przez obco­kra­jow­ców w Niemczech.

Klip wstrze­lił się jed­nak ide­al­nie w nara­sta­jącą ten­den­cję do wyko­rzy­sty­wa­nia śmiel­szych form prze­kazu przez grupy muzyczne. Wraz z tek­stem, na który poło­żono nacisk przez uży­cie języka angiel­skiego — “You’ve got a pussy/I have a dick’ah/So, what’s the problem/Let’s do it quick” — cały obraz two­rzy nie­mal ide­al­nie boski kicz. Jest to chyba naj­pierw­sze, nie­za­mie­rzone (uboczne?) wywo­ła­nie kathar­sis u sze­ro­kiej gamy odbior­ców, mate­ria­łem tego typu. Wsta­wie­nie filmu porno do ofi­cjal­nego obiegu zasta­no­wiło nie­jedną osobę, czy przy­szłość będzie wyglą­dać w ten spo­sób czy nie zmie­rzamy cza­sem do lek­kiej prze­sady? Prze­sadne wyko­rzy­sta­nie nago­ści jest już stan­dar­dem (Nie­me­ta­fo­ryczne zwy­czajne zabawy w roz­bie­ra­nego, kla­sycz­nie są na bil­l­bo­ar­dach, w tele­wi­zji, ale coraz czę­ściej w nie­mal każ­dym współ­cze­snym spek­ta­klu teatral­nym). Prze­sadne wyko­rzy­sty­wa­nie aktu kopu­la­cyj­nego dopiero sta­nie się kano­nem? Prze­sadą w kwe­stiach moral­nych jest zwy­kle, to co może być skon­fron­to­wane z mate­ria­łem porów­naw­czym — sche­ma­tami wypra­co­wa­nymi przez wieki/dziesiątki lat. W końcu tkanka spo­łeczna roz­mięka i przyj­muje trans­gre­sje, z któ­rych zwy­czaj­nie trudno się wyka­ra­skać, gdyż jest na nie masowe zapotrzebowanie.

***

Cie­kawe czy za jakiś czas, gdy wymiana poko­le­niowa będzie nastę­po­wała coraz wol­niej i cię­żej, pro­duk­cje podobne do powyż­szych zaczną (przy oka­zji) zachę­cać do sprzy­ja­nia przy­ro­stowi natu­ral­nemu? Mogą oczy­wi­ście pozo­stać przy ściśle ego­istycz­nym podej­ściu do pro­li­fe­ra­cji wła­snej szczę­śli­wo­ści w spo­sób tra­dy­cyj­nie roz­ryw­kowy. Zaan­ga­żo­wa­nie w otwarte roz­mowy o sek­sie oble­czo­nym w roz­ryw­kowy wymiar mogą być jed­nym z nie­wielu roz­wią­zań wymie­ra­ją­cego spo­łe­czeń­stwa. Spo­łe­czeń­stwo to aktu­al­nie trans­fe­ruje swoje codzienne wysiłki w celu zbli­że­nia z kali­for­nij­skim stan­dar­dem cha­rak­te­ry­zu­ją­cym się dużymi zapa­sami czasu wol­nego, które można spo­żyt­ko­wać na flirty i kopulowanie.

Błędne koło por­no­gra­fii byłoby wielce komiczne, gdyby wszy­scy zaan­ga­żo­wani w pra­gnie­nie posze­rza­nia pola eks­ta­tycz­nych wra­żeń, przy oka­zji podatni na ero­tyczne obrazy prze­kazu rekla­mo­wego, mieli włą­czyć roz­są­dek sprze­ci­wia­jąc się tym samym otwar­cie potrze­bie spo­żyt­ko­wa­nia przy­jem­no­ści dla dobra wspól­nego — dla odtwa­rza­nia gatunku. W zasa­dzie m.in po to, aby przy­jem­ność mogła trwać w kolej­nych poko­le­niach. Może zmiana por­no­gra­ficz­nego para­dyg­matu nie zmie­rza jedy­nie w kie­runku pro­pa­go­wa­nia przemocy.

Tagi: ,