Facebook Iconfacebook like buttonTwitter Icontwitter follow buttonRSS
Chuć, czyli normalne rozmowy o perwersyjnym seksie

Chuć, czyli coś prócz pracy za czym musisz wyjechać za granicę, bo w Polsce ani rusz

3 komentarzy / Gregor Samsa

23 czerwca 2017

Chuć, czyli nor­malne roz­mowy o per­wer­syj­nym sek­sie, Andrzej Depko, Ewa Wanat, 2012

Chuć to pra­siła życia, rękoj­mia wiecz­nego roz­woju, wiecz­nego odcho­dze­nia i wiecz­nego powrotu, jedyna istota bytu”.

Na początku była chuć. Nic prócz niej, a wszystko w niej”.

Tak nie­zbyt mar­ke­tin­gowo, a nazbyt filo­zo­ficzne roz­wa­żał nie­gdyś (pod koniec XIX wieku) Sta­ni­sław Przy­by­szew­ski. Roz­wa­żał nad przy­rod­niczną, roze­ro­ty­zo­waną siłą twór­czą, skła­dową rze­czy­wi­sto­ści, mate­ria­łem spa­ja­ją­cym to co się nam przed­sta­wia. W Requ­iem Aeter­nam (bo stam­tąd cytat na początku) sam przy­ta­cza joń­skich filo­zo­fów przy­rody, któ­rzy od “bez­kresu” aż po “ogień” pro­mo­wali swoje teo­rie na temat pier­wot­nego budulca natury. Dla­czego więc nie dodać cze­goś od sie­bie — pomy­ślał Przy­by­szew­ski — i dodał bezecną “chuć”. Przy­glą­da­jąc się temu pomy­słowi dwa wieki póź­niej — w cza­sach per­ma­nent­nego reali­zo­wa­nia chuci w sfe­rze publicz­nej — stwier­dzić można, że naj­praw­do­po­dob­niej naj­bliż­szy praw­dzie był wła­śnie Pan Stanisław.

Chuć, czyli nor­malne roz­mowy o per­wer­syj­nym seksie

Depko/WanatNie o zabyt­kach lite­ra­tury jed­nak mamy roz­ma­wiać, a o publi­ka­cji dosyć świe­żej, która w for­mie wywiadu pomię­dzy Andrze­jem Depko (sek­su­olo­giem) oraz Ewą Wanat (dzien­ni­karką) uka­zała się nakła­dem wydaw­nic­twa Wielka Litera.
Czy z filo­zo­ficz­nej chuci Przy­by­szew­skiego zostało coś w tej przy­ziem­nej, tkwią­cej w nie­mal każ­dym czło­wieku? Nie­zbyt wiele, może szczypta solip­sy­zmu, bo jak wiemy zaspo­ko­je­nie, a już na pewno para­fi­lii jest aktem, który inne obiekty homo sapiens roz­po­znaje jako war­to­ściowe jedy­nie ze względu na zaspo­ko­je­nie ero­tycz­nych fik­sa­cji. Nie liczy się nic prócz ego­istycz­nego dąże­nia do upusz­cze­nia pier­wot­nego napięcia.

Chuć w tym wyda­niu to już nie tylko siła, ale także sła­bość, może traf­niej byłoby ją okre­ślić jako pułapka lub nawet pewne psy­cho­lo­giczne wię­zie­nie. Oczy­wi­ście w kon­tek­ście książki nie możemy pisać w ogóle o jakiejś filo­zo­ficz­nej chuci, ale jedy­nie o tej, która zwią­zana jest z para­fi­lią — zagad­nie­niem dokład­nie omó­wio­nym we wstę­pie książki. Jeżeli mamy do czy­nie­nia z para­fi­lią i jeżeli pro­wo­dy­rem tego wywiadu jest sek­su­olog, to możemy być pewni, że dosta­li­śmy do rąk publi­ka­cję opo­wia­da­jącą o cięż­kich pro­ble­mach z seksualnością.

Para­fi­lia to pro­blem nie­mały. Cóż to takiego? Otóż jest to forma sek­su­al­nego zabu­rze­nia pole­ga­jąca na zafik­so­wa­niu się na sek­su­alne speł­nie­nie tylko przy wystę­po­wa­niu kon­kret­nych (nie­co­dzien­nych) bodź­ców — ludzi, rze­czy, sytu­acji, butów, kóz, stro­jów, drzew, kotów, dźwię­ków, pie­luch, zwie­rząt, bólu, zapa­chów, a nawet… kupy i wszel­kich pozo­sta­łych wydzie­lin ciała ludz­kiego. Aby móc w pełni zaspo­koić potrzeby tego kali­bru, jak nie­trudno się domy­ślić należy wyko­pać sobie norę, zna­leźć kogoś kto podziela takie upodo­ba­nia i na tym obiek­cie doko­nać speł­nie­nia. Kto by chciał, na przy­kład, doświad­czać cię­gów i pod­du­sza­nia, jed­no­cze­śnie będąc z tego powodu zado­wo­lo­nym? Jak się oka­zuje wię­cej ludzi niż nam się może wyda­wać. Duża część gości tak zwa­nych gale­rii han­dlo­wych. Publika teatrów, kin i cyr­ków. Pra­cow­nicy ostat­nich pię­ter szkla­nych biu­row­ców oraz niskiej zabu­dowy biu­ro­wej o pro­we­nien­cji komer­cyj­nej i publicz­nej. Czy wszy­scy oni, na co dzień “nor­mal­nie wyglą­da­jący”, mają się dobrze? A skoro jest ich aż taka chmara, to czy mogą zaspo­ka­jać swoje potrzeby tak łatwo jak może to zro­bić ustan­da­ry­zo­wany Kowalski/a z żoną/mężem?
Mówimy o pro­ble­mach, więc odpo­wiedź jest pro­sta — nie mogą. Teo­re­tyczna chuć filo­zo­ficzna, to tylko cie­kawy kon­strukt myślowy w porów­na­niu z chu­cią, która musi zna­leźć prak­tyczne ujście, i która zwią­zana jest z cią­głym, codzien­nym działaniem.

W Pol­sce albo po bożemu, albo w sza­tań­skiej spelunie

Z opo­wie­ści kilku osób przed­sta­wio­nych w książce wynika, że Pol­ska to grunt nie sprzy­ja­jący odmien­no­ści sek­su­al­nej i to takiej, która nie wykra­cza jesz­cze poza normę sek­su­alną (o niej w osob­nym roz­dziale książki). Co prawda tylko kilka osób to abso­lut­nie nie­re­pre­zen­ta­tywna grupa, ale wybrano zapewne naj­bar­dziej “wyra­zi­stych”. Przy­to­czone histo­rie pocho­dzą od czte­rech osób, spo­śród któ­rych tylko jedna czer­pie peł­nię przy­jem­no­ści z uroz­ma­ico­nego seksu z part­ne­rem i może się chwa­lić swo­imi pre­fe­ren­cjami zna­jo­mym. Nie­stety tylko dla­tego, że mieszka w USA. Pozo­stałe trzy osoby, to ludzie pełni roz­cza­ro­wa­nia, przede wszyst­kim skost­niałą men­tal­no­ścią Pola­ków obu­rzo­nych — mówiąc oględ­nie — na pozy­cje inne niż misjo­nar­ska. Na pierw­szy rzut zmy­słów seks koja­rzy się z moc­nymi, pozy­tyw­nymi emo­cjami  (jeżeli nie są łamane żadne normy spo­łeczne). Z opo­wie­ści trzech roz­mów­ców szu­ka­ją­cych speł­nie­nia w Pol­sce sączy się aura rodem z fil­mów rela­cjo­nu­ją­cych życie w cza­sach PRLu — szare niebo; syf w pol­skich spe­lu­nach dla mniej­szo­ści sek­su­al­nych, a tam ludzie z wybra­ko­wa­nym uzę­bie­niem; hek­to­li­try alko­holu bo bez niego ani wte ani wewte. Jedyne roz­wią­za­nie spo­czywa na bara­kach bar­dziej kul­tu­rowo zaawan­so­wa­nych kra­jów jakimi np. są Niemcy lub Repu­blika Cze­ska. Tam kluby są czy­ste, obsługa nie­mal hote­lowa, a do sek­su­al­nych zabaw nie trzeba przy­go­to­wy­wać się zapi­ja­jąc kom­pleksy litrem wódki.

Pomimo depre­syj­nego nastroju “Chuci…”, który nie­jed­nego czy­tel­nika przy­prawi o impo­ten­cję, zadzi­wiać może ranga przed­się­wzięć jakie nie­któ­rzy są w sta­nie pod­jąć, aby prze­żyć sek­su­alną trans­gre­sję w porząd­nym środo­wi­sku i zaraz potem powró­cić do rodzi­mej codzien­no­ści. Migra­cje ludzi — na grun­cie pol­skim dosłow­nie cier­pią­cych na para­fi­lię — nie­mal niczym nie róż­nią się od lęgo­wych wędró­wek pta­ków. Sek­su­alne trans­fery kom­plet­nie pokry­wają się z roz­kła­dem tanich linii lot­ni­czych. Oby dalej od pol­skiej nie­to­le­ran­cji, pol­skich sąsiadów-katolików i pol­skiego braku higieny. Na zachód ku wol­no­ści, eks­ta­zie i trans­gre­sji. Czy ktoś o upodo­ba­niach podob­nych, do przed­sta­wia­nych przez roz­mów­ców w książce zdziwi się cho­ciaż tro­chę? Podej­rze­wam, że nie. Zapewne wiele zależy też od finan­so­wa­nych moż­li­wo­ści kon­kret­nej osoby. Wia­domo, że tanie linie lot­ni­cze nie dla wszyst­kich są tanie.

***

Sami auto­rzy twier­dzą, że “celem tej książki jest dostar­cze­nie nie­zbęd­nej wie­dzy, która pozwoli uwol­nić się od upio­rów spo­łecz­nie usta­lo­nych norm ludz­kiej sek­su­al­no­ści”. Jak wynika z przy­to­czo­nych rela­cji w Pol­sce normy są jak zwy­kle wyśru­bo­wane, a skłon­ność roda­ków do pięt­no­wa­nia inno­ści osiąga poziomy zawrotne, więc cel posta­wiony przez auto­rów jest jak naj­bar­dziej szczytny.

Z teo­re­tycz­nej, czy może traf­niej byłoby napi­sać tera­peu­tycz­nej czę­ści publi­ka­cji, wielu może przy­naj­mniej roz­po­cząć pro­ces głęb­szej ana­lizy wła­snych skłon­no­ści, które mogą być przy­czyną bojaźni i drże­nia o wła­sną nor­mal­ność. Książka tera­pii nie zastąpi, ale myślę, że może prze­ko­nać (i zapewne powinna) do moż­li­wo­ści sko­rzy­sta­nia z porad sek­su­ologa, na pol­skim grun­cie wyja­ło­wio­nym z edu­ka­cji sek­su­al­nej, a gęsto obsia­nym oby­cza­jo­wym ostracyzmem.

Tagi: , , , , ,

  • Andrzej

    Przy­kre, że mamy XXI wiek, a naj­bar­dziej pro­za­iczna czyn­ność dwojga ludzi, dająca przy­jem­ność jest tak ostro penalizowana.

  • oksy­to­cyna

    Czyli jak w końcu? Chuć jest dobra czy trzeba się z niej leczyć? Bo już nie wiem :(

    • Por­no­kul­tura

      Z para­fi­lii trzeba się leczyć. Z chuci chyba nikt się nie leczy — ten popęd jest w stan­dar­dzie ludz­kich zachowań.