Wiecie co to gala rozdania Oscarów, Złotych Malin, Niedźwiedzi, Palm, Lwów, Globów. Jest nawet Złoty Żuk. Wiecie, że MTV także przyznaje nagrody za milowe kroki popełnione przez „geniuszy” popkultury. Nagrody przyznawane są zazwyczaj w jak największej możliwej konstelacji kategorii. Doceniani są amatorzy, profesjonaliści, ci którzy mają wpływy i ci, którym akurat się uda (ze względu na brak lepszego wyboru), montażyści, scenarzyści, kompozytorzy i raperzy.

Skutki twórczości tych osób chłoniemy wszyscy ssąc bez ustanku z globalnej sieci na własne laptopy. Aviki, empeczwórki, empetrójki i pedeefy rozsadzają nam wciąż zbyt mało pojemne dyski twarde. Sami nie nadążamy z trawieniem tego materiału. Dla bardziej wymagających są oczywiście skonstruowane nagrody za dobrą (kasową) książkę, zdarza się niekiedy że promowana w ten sposób jest twórczość naukowa. Wszystko wydaje się dosyć naturalne. Rzeczywiście można się zgodzić z tym, że skoro przytoczone biznesy popkulturowe (film, muzyka, literatura) są kreowane przez kontenery dolarów, to dlaczego nie stworzyć dla nich (za resztę drobnych) rankingów o globalnym, marketingowym znaczeniu? Najlepsze produkty wybrane przez grono VIPów będą się przecież sprzedawać jeszcze lepiej, przynajmniej przez najbliższy rok.

Z gąszczu mainstreamowych festiwali nagród możemy jednak wyłuszczyć jeszcze inne, które ze względu na obowiązuje kanony obyczajowości nie są transmitowane w ogólnodostępnej telewizji. Jednak skoro wszyscy jesteśmy zalogowani, to telewizja nie wyznacza już żadnej granicy poza którą jest już tylko ciemna strona mocy. Jako zalogowani możemy mieć wszystko. Zresztą, granica wyznaczana niegdyś przez edukacyjny wymiar telewizji została zatarta chyba jednocześnie ze zburzeniem Muru Berlińskiego. Przez dziury w Murze wlała się Cocacola niosąc wartkim prądem logikę kapitalizmu. Obecnie to transmisje festiwali muzyki poważnej mogą oburzać bardziej niż nagie ciała. Oburzają nudą, gdyż wszystko co żyje musi pozostać w dynamicznym ruchu, a przecież nie potrzeba nam na wpół drętwych duchów przeszłości wyjących w głuchą przestrzeń.

Są jednak nagrody jeszcze bardziej ekscytujące niż zwyczaje Oscary. Jawnie rozdawane oczywiście za oceanem, na kontynencie który jest poligonem dla prawie każdej masowej innowacji. Zatem za „artystyczne” posługiwanie się organami płciowymi i innymi częściami ciała prestiżową statuetkęę można dostać w samym Mieście Grzechu – Las Vegas. Dla ekscesów porno biznesu jest to grunt aż nazbyt idealny – do nakręcenia materiału nie potrzeba żadnych zezwoleń, a granica między pornografią i prostytucją nie istnieje. Oficjalne statystyki nie istnieją, oficjalna księgowość nie istnieje – jednym słowem jeden wielki burdel. Nikt nie wie ile osób w ilu filmach, choćby oficjalnie, bierze udział jednego dnia. Podejrzenia podają na wysokie liczby, a ogólne szacunki przychodów są zwykle dość wysokie. Są to zazwyczaj szacunki gdyż oficjalnie przemysł pornograficzny nie jest rzecz jasna scentralizowany i notowany na Wall Street lub w NASDAQ.

Burdel nie burdel, ale od roku 1984 pornograficzne czasopismo Adult Video News przyzwyczaj swoją wciąż rosnącą rzeszę fanów że, tak jak i inne gałęzie rozrywki, twórcy i uczestnicy pornobiznesu zasługują na nagrody. Niepozorne statuetki wręczane są osobom odpowiedzialnym m.in za najlepszą komedię, makijaż, film w technologii 3D, serial. Uwaga, wśród kategorii znaleźć można najlepszy scenariusz i… dramat. Najlepszy portal internetowy, sklep internetowy, nagroda za bycie porno królową Twittera, za wizję przyszłości pornobiznesu. Ale dlaczego te kategorie są jakieś takie zwyczajne? Oczywiście pośród około stu wariantów najwięcej dotyczy najlepszych scen w konkretnej pozycji seksualnej lub pewnych skłonności parafilicznych, o których więcej w tym wątku. Mamy zatem the best of seks oralny, analny, bondage, POV, DP, cheerlederka, milf… i dalej przegląd bierze pod uwagę wszystkie kategorie, które są (nam) znane z „porządnych” portali pornograficznych.

Zadziwia niesamowite zainteresowanie brakiem różnorodności obrazów zgłoszonych do nagród. W rzeczy samej każda kategoria pornograficznego biznesu eksploatuje z emfazą konkretny element kobiecego ciała, jednak nie można się tam dopatrzeć elementu zaskoczenia związanego z fascynującą fabułą. Jak można wysiedzieć dwie godziny przypatrując się wyborowi najbardziej „ekscytujących” scen seksu? Nie wiem czy się nie pomylę, ale jest to zapewne forma legitymizacji fascynującej nudy nowoczesnych czasów. Spektakl w Hard Rock Hotel w Las Vegas nie różni się znacznie od oceniania memów, lajkowania wątków na fejsie i sennego przeglądania filmów pornograficznych. Tak powszechna ostatnimi czasy popkulturowa metafora zombie nabiera kolorów w kontekście współczesnego człowieka wykonującego quasifascynujące czynności.

Już nie tylko uniwersalne konkursy piękności wyznaczają estetyczne kanony ciała, ale także niszowe gale globalnego pornobiznesu nagradzają dziarskie penetracje, specyficzne konstelacje ciał, ich pozycje, jakość, pornostartup, gwiazdę pornokomunikacji za pomocą social media itd. Kategorie obejmują całą gamę związków człowieka z najważniejszymi aspektami nowoczesnej komunikacji ze światem – począwszy od własnego ciała skończywszy na wyklikiwaniu internetu w często niezbyt uzasadnionym poszukiwaniu pornopożywki.

Kategorie, w których przyznawane są nagrody kreują kanon akceptowalnej pornografii dostępnej na legalnych, nie poukrywanych w sieci portalach. Granica kanonu będzie się zapewne przesuwać, a kolejne gale AVN ukażą nam nowe mody i nowe kategorie dopuszczalne przez większość odbiorców pornografii. Podobno przyszłością tego biznesu jest przemoc. Może za 10 lat nagroda będzie przyznawana w kategorii najlepsza scena „chłostnięcia” w żołądź. Tylko jak będą wyglądać prawdziwe stosunki pomiędzy zwykłymi ludźmi? Czy przesłanie najlepszych filmów wybranych podczas AVN Award nauczy ich czegoś wartościowego wnosząc nową jakość do sztuki życia?

Zobacz jak gwiazdy pornobiznesu rozważają o naturze wszechrzeczy.